
„Musiałem pewnie mieć trochę sprytu, a przede wszystkim nienormalne szczęście. No i takie podejście do życia, że jak tylko się da człowiekowi pomóc, to pomóc trzeba. Przecież jeśli wychodzi się z piekła, a potem samemu tam wraca, to chyba ma się źle w głowie. Takie rzeczy się robi, kiedy się wie, że nie można zostawić ludzi, którzy ci zaufali, a ich życie zależy tylko od ciebie. I że jeśli nie spróbuję ich uratować, to nie jestem człowiekiem”
Symcha Rotem
Życiorys
Dzieciństwo
Symcha Ratajzer-Rotem przyszedł na świat 10 lutego 1925 roku na warszawskim Czerniakowie. Jego matka pochodziła ze spolonizowanej żydowskiej rodziny Mińskich i prowadziła mydlarnię, ojciec natomiast – wywodzący się z tradycyjnej rodziny chasydzkiej – pełnił funkcję kantora w synagodze. Na Czerniakowie mieszkało przed wojną niewielu Żydów, więc późniejszy „Kazik” dobrze znał życie w środowisku Polaków.

Wybuch wojny
Jego dzieciństwo dobiega końca we wrześniu 1939 r., kiedy na dom dziadka Mińskiego spadają niemieckie bomby. Pod gruzami ginie pięciu członków jego rodziny, wśród nich brat Szymka - Izrael.
Ratajzerowie - wraz z innymi warszawskimi Żydami - zostali zmuszeni przez nazistów do przesiedlenia się w granice niedawno wybudowanego getta warszawskiego.
Jednak Kazik bardzo dobrze znał język polski i miał "nieżydowski" wygląd, dzięki czemu później udało się mu uzyskać odpowiednie dokumenty, które umożliwiły mu regularne przekraczanie granic getta.
Symcha wraz z rodziną ojca. Od prawej do lewej (w środkowym rzędzie) brat Izrael, matka Miriam, Szymek, ojciec Zvi trzymający na rękach siostrę Dinę.
Getto warszawskie
Szymon właściwie nie mieszkał w dzielnicy zamkniętej. Pracował w domach zajętych przez Niemców, potem na farmie w Odrzywole i w „kibucu” na Czerniakowie. Miał „polski” wygląd, mówił nieźle po polsku, wyrobił sobie „aryjskie” dokumenty, regularnie przekraczał granice getta.
Dopiero po wielkiej akcji likwidacyjnej Ratajzer przeniósł się do – szczątkowego już wówczas – getta i dołączył do formującej się konspiracji Żydowskiej Organizacji Bojowej, w której zyskał pseudonim „Kazik”. Brał udział w pierwszych akcjach ŻOB, zamachach na kolaborantów i wymuszeniach pieniędzy. Przy wykonywaniu tych działań po raz kolejny pomagał mu „aryjski” wygląd. Obecność Kazika budziła przekonanie, że w przygotowaniach do powstania uczestniczyli Polacy, którzy nie byli żydami, a osoby biorące Ratajzera za Polaka, były bardziej skłonne udzielić pomocy konspiratorom.

Symcha (po lewej) i Tadek Siewierski wraz z Icchakiem Cukiermanem (w tle).
Pierwsze dni powstania
Podczas powstania w getcie Ratajzer był członkiem grupy bojowej dowodzonej przez Hanocha Gutmana, która walczyła na terenie szopu szczotkarzy, a następnie w getcie centralnym. W swojej książce pisał:
,,W pobliżu bramy szczotkarzy podłożyliśmy ładunek wybuchowy. Była to wielka ilość dynamitu. 20 kwietnia 1943 r. pełniąc wartę, zobaczyłem nagle zbliżającą się do getta kolumnę SS. Jedną ręką nacisnąłem guzik alarmowy, drugą chwyciłem za przycisk... Przez chwilę stałem jak sparaliżowany, a potem ogarnęła mnie szalona chęć, żeby zobaczyć na własne oczy to, co się stało. I zobaczyłem... ciała niemieckich żołnierzy wylatywały w powietrze, a razem z nimi kamienie i cegły walących się budynków... Patrzyłem i nie wierzyłem: niemieccy żołnierze wrzeszczą, uciekają, zostawiają zabitych i rannych.''
Wyjście z getta
Gdy na obszarze getta zostało coraz mniej kryjówek, dowództwo ŻOBu zaczęło wysyłać na aryjską stronę grupy bojowców z zadaniem zorganizowania odwrotu. Przed Ratajzerem 29 kwietnia Reginie Lilit Fuden udało się wyprowadzić kanałami około 40 osób. Następnego dnia wraz z Szlomo Baczyńskim postanowiła wrócić na teren getta, aby zabrać stamtąd kolejne grupy. Para jednak tam nie dotarła, pozostawiając miejsce swojej śmierci tajemnicą. „Kazik” wraz z Zygmuntem Fydrychem wydostali się z getta w nocy z 30 kwietnia na 1 maja przez odkryty przypadkowo tunel pod ul. Bonifraterską, wychodzący na ul. Muranowską. Następnie nawiązali kontakt się z Icchakiem Cukiermanem - jednym z przywódców ŻOBu, który został przerzucony poza teren getta tuż przed powstaniem, aby utrzymywać kontakty z polskim podziemiem.
Komplikacje
Okazało się, że Cukiermanowi nie udało się stworzyć żadnych warunków do przeprowadzenia akcji, a wiążące się z tym poczucie winy doprowadziło go do załamania psychicznego.
Przez kilka dni ,,Kazik” schodził do kanałów, by wrócić do getta i wyprowadzić z niego ludzi, jednak nie mógł znaleźć drogi pod ziemią. Chodził razem z Antkiem Cukiermanem, który wspomina:
„(...) w dniach po 1 maja krążyłem po ulicach Warszawy, zaglądając do otworów kanalizacyjnych. Kręcili się tam zawsze ludzie ze światka podziemnego, szukając ofiar”.
Cukierman stracił nadzieję. Po sześciu dniach niepowodzenia zebrał wszystkich towarzyszy i oznajmił, że jeżeli w przeciągu 24 godzin nie znajdzie się droga wejścia do getta, 8 maja nad ranem zejdzie on do kanałów, by jej szukać i zginąć z resztą przyjaciół.
Kazik wyraził stanowczy sprzeciw wobec słów swojego przywódcy:
„Ja pójdę jak będę przekonany, że ja mogę wejść i mogę także wrócić z ludźmi z powrotem. Bo to, że ja popełnię samobójstwo i mnie zabiją, to ludziom to nic nie da.”
W tamtym momencie Kazik zrozumiał, że to on musi zostać dowódcą

Aby doprowadzić akcję do skutku, Ratajzer zmuszony był zawierać nieoczekiwane sojusze. Dzięki współpracy z Władysławem Gaikiem (członkiem Polskiej Partii Robotniczej) nawiązał kontakt z miejskimi kanalarzami, którzy podjęli się przeprowadzenia Ratajzera do getta, myśląc, że działają na rzecz polskiego podziemia. W akcji pomagał również „król szmalcowników”, który - w zamian za pieniądze i nadzieję zapisania się w historii Armii Krajowej - udostępnił mieszkanie tuż przy włazie do kanałów na ul. Prostej. Sojusznicy natychmiast zmieniali jednak swoje nastawienie, odkrywając, że pomagają w ratowaniu Żydów. 8 maja Szymon Ratajzer wraz z Ryśkiem Maselmanem ruszyli do getta pod eskortą dwóch kanalarzy. Gdy ci, nabierając podejrzeń, próbowali się buntować, działacze ŻOB-u przekonywali ich do dalszego marszu wódką i groźbą zastrzelenia.
Do getta weszli włazem na ul. Zamenhofa, między Stawkami a Niską. Podczas gdy Rysiek został, aby pilnować kanalarzy, Szymon ruszył na poszukiwania towarzyszy. Bunkier, w którym mieli się ukrywać, a także inne znane mu miejsca okazały się być puste. W ostatniej chwili, wracając do kanału przekonany, że przybył za późno, usłyszał 10-osobową grupę, którą okazali się być bojowcy wysłani przez Marka Edelmana, aby odnaleźć drogę ucieczki dla reszty.
Ewakuacja
9 maja grupa kilkudziesięciu bojowców zeszła do kanałów i przedostała się wyznaczoną przez Kazika drogą na aryjską stronę. Kazik wydostał się na powierzchnię i zgłosił zapotrzebowanie na kolejną ciężarówkę, co opóźniło całą akcję. ŻOB-owcy czekali pod klapą włazu jeszcze cały dzień. Wśród wycieńczonych ludzi nie wszyscy posłuchali rozkazu Ratajzera i grupa rozproszyła się w bocznych kanałach. Wbrew pierwotnym planom na miejsce przyjechała tylko jedna ciężarówka, wynajęta przez Władysława Gaika pod pretekstem przewozu mebli.
Ponieważ akcja odbywała się w biały dzień, Ratajzer nie mógł pozwolić sobie na poszukiwania tych, którzy odłączyli się od reszty, dlatego z kanału nie wyciągnięto wszystkich. Pozostałych jednak udało się wywieźć do zagajnika pod Łomiankami. Kilku wtedy ocalonych później zginęło, jednak dzięki tej akcji kilkudziesięciu powstańców mogło przeżyć wojnę.
Dalsza walka
W 1944 r. Symcha Rotem, podobnie jak inni pozostający przy życiu bojowcy, wziął udział w powstaniu warszawskim.
W styczniu 1945 r. ze zlecenia Armii Ludowej dostał rozkaz przedarcia się do Lublina, żeby nawiązać kontakt z powstałym tam polskim rządem. Nie widząc możliwości współpracy z nowymi, komunistycznymi władzami, Ratajzer opuścił Polskę.
W 1946 r. Kazik Ratajzer wyjechał z Polski do Niemiec. Przyłączył się do tajnego ruchu żydowskich Mścicieli, dowodzonego przez Abe Kownera, poetę i byłego dowódcę partyzantów żydowskich w okolicy Wilna. Kowner uważał, że należy mścić się na Niemcach za wymordowanie 6 mln żydowskich braci. Mściciele planowali zatrucie ujęć wody największych niemieckich miast. Ten plan nie wypalił – Aba Kowner wiozący truciznę z Izraela został zatrzymany przez brytyjskich żołnierzy – zarazem obudziły się wśród organizatorów wątpliwości, że zginie zbyt wielu niewinnych ludzi.
Tymczasem Kazik Ratajzer był już zainstalowany w polskiej jednostce wartowniczej pilnującej w obozie w Dachau 28 tys. więźniów esesmanów. Wszyscy oni mieli zginąć od zatrutego chleba, Kazik załatwił dostęp do obozowej piekarni i zorganizował akcję, ale mściciele odwołali rozkaz w ostatniej chwili.
,,Tego do dzisiaj żałuję, bo należało im się (...) To byli esesmani, a do SS przychodzili tylko ochotnicy. Oni mieli ręce pełne krwi.”
Po wojnie
W 1946 roku wyemigrował do Palestyny, aby wziąć udział w wojnie o niepodległość Izraela, pracował na budowach, potem był menedżerem. Mieszkał w Jerozolimie, aż do końca swojego życia.
Od 1963 r. współpracował z instytutem Yad Vashem, uczestnicząc w pracach komisji nadającej tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
W 2008 roku został honorowym obywatelem Warszawy,
W 2013 roku otrzymał Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski.
Zmarł w wieku 93 lat. Był ostatnim żyjącym uczestnikiem powstania w getcie warszawskim.
